sobota, 25 maja 2013

...w chmurach

...długo się zastanawiałam, czy pokazywać tutaj te kolczyki, bo wyszły takie brudaski i nie jestem z nich jakoś szczególnie dumna - niestety cierpię na postępujący perfekcjonizm :) Stwierdziłam jednak, że będzie to porównanie dla kolejnych (mam nadzieję) wytworów blaszanych. Zrobiłam je na użytek własny w ramach ćwiczenia krągłości oraz kombinowania ogólnego.


...kolczyki są dość duże jak na sztyfty (4 x 5,5cm), ale niezwykle lekkie i muszę przyznać, że dobrze się je nosi. I pasują mi do rudych włosów :),
nawet się nie wplątują w moją grzywę, czego się trochę obawiałam.
Ale nie ukażę tu swojego oblicza, o nie. 
Za to mogę pokazać kilka zdjęć z krótkiego okresu, kiedy jeszcze wierzyłam, 
że będzie to moje dzieło miesiąca ;P


...zamysł był taki, aby połączyć kilka kolorów w samym metalu: miedź, 
miedź oksydowaną oraz taką surową, zaraz po wyżarzeniu, a także zmatowioną alpakę. Wszystko początkowo zmierzało w dobrym kierunku...


...i to na tyle zdjęć, na których jeszcze było ładnie. Potem nastąpiła sekwencja przekleństw, wykwaszanie, czyszczenie i oksydowanie, odpadł źle przylutowany sztyft oraz haczyk na koła i poprawiać trzeba było. I od nowa cały proces. 
Nawet kot warczący biegał po mieszkaniu. Wreszcie nadeszła chwila pogodzenia się z losem oraz mocnego postanowienia poprawy :) 

Pomarudziłam i czekam na długi weekend :)

sobota, 18 maja 2013

...bańki mydlane

...kolory, kolory :) I oto jest kolejny naszyjnik. Tym razem miedziany i dużo łatwiejszy w realizacji ;). Znowu z powtarzalnych części, ale to wspaniały sposób na naukę - widać różnicę między pierwszym a ostatnim wykonanym elementem ;) Co prawda wszystkie z nich robię równolegle, jednak mam je zawsze ułożone w odpowiedniej kolejności i w takiej wykonuję następujące po sobie czynności.


...przede wszystkim chciałam poćwiczyć oprawę kaboszonów. Ponieważ prawdziwych kamieni było mi trochę szkoda jak na moje początki w tym temacie, zakupiłam szklane kaboszony (za 40 groszy każdy), co by mi nie było żal jak zepsuję ;). Jako tła użyłam tym razem wycinków ze wzornika tapet, który dostałam razem z wykładzinami dywanowymi ze swojej normalnej pracy. 
A szkło pięknie wydobywa fakturę :)
Wrzucam kilka wybranych zdjęć zrobionych przy produkcji - miedź ma cudowne kolory podczas obróbki. Po wyżarzeniu i ostudzeniu w słoiku z wodą, co to ją notorycznie podpija mój kot, robi się bordowo - czarna od strony palnikowanej, a od drugiej malinowo - ceglana. 


...podejście drugie do wycinania kółek. Duże koła nadal nie są okrągłe na tyle, na ile bym sobie tego życzyła, ale przynajmniej mają wspólny środek z kaścikami do oprawy kaboszonów. Wystarczyło najpierw przylutować obręcze a potem wyciąć kółka zewnętrzne, co jest tak oczywiste, że aż trudno na to wpaść :) Przyszło mi to do głowy, jak już sobie wycięłam pierwszą partię, rzecz jasna ;)
Przeszłam także lekcję oksydowania. Wszyscy domownicy przeżyli,
a ja się o dziwo nie ochlapałam ;) Ale jakoś ta miedź się niezbyt równo wyczerniła i koniec końców starłam prawie całą oksydę.


...kaboszony włożone, kasty dociśnięte akurat-dostępnym-pod-ręką narzędziem (padło na dłuto do drewna). I efekt końcowy jak na zdjęciu. Ćwiczymy dalej ;)


...na szczęście aura weekendowa sprzyja tworzeniu, ponieważ w niemal każdą sobotę i niedzielę tej wiosny jest pochmurno, deszczowo lub zwyczajnie zimno. Także działam, działam...

edit:
...kurcze, wypogodziło się. Chyba sobie zrobię jednak wolne od palnika i pójdę podładować akumulatory słoneczne :)

sobota, 11 maja 2013

...sześciokąty

...mój pierwszy w życiu naszyjnik... nawet z koralików robiłam tylko kolczyki i bransoletki. Zaczął powstawać jak jeszcze śnieg zalegał na ulicach, czyli w sumie całkiem niedawno. Tworzony był z myślą o lekkich, letnich sukienkach, schowanych gdzieś głęboko w szafie, pod stosem swetrów.
Na szczęście wiosna szybko się uwinęła i wraz z nadejściem pory monsunowej
na początku maja, naszyjnik został ukończony, a sukienki odkopane :)


...jako, że wycinanie kółek w blasze pozostawiło bolesne wspomnienie, zabrałam się za formę pozbawioną obłych kształtów. Oczywiście nie było prościej, bo ja chyba nie umiem sobie wymyślić prostej rzeczy do wykonania ;), ale przynajmniej miałam małą powtórkę z podstawówki pt."jak wykreślić pięciokąt i sześciokąt foremny przy pomocy linijki i cyrkla".
Na warsztat poszła mosiężna blacha. Sam proces tworzenia był dla mnie na tyle fascynujący, że postanowiłam robić dokumentację fotograficzną kolejnych etapów (przypuszczam, że prędzej czy później mi to minie ;P).


...wnętrza sześciokątów zdobi folia z nadrukiem. Wsadzanie tego do sześciokątnej ramki utwierdziło mnie w przekonaniu, że lata produkcji koralikowych kolczyków nie poszły na marne i wytworzyły we mnie jakieś nieskończone pokłady cierpliwości... nie wiem gdzie jest granica, dopiero po dwóch godzinach wymsknęło mi się jedno słowo i nie było to słowo "kot". Jestem zdziwiona ;)
  

...efekt końcowy jest nieco inny od zamierzonego, zrobiłam jak umiem :) 
Będzie więcej naszyjników ;)

niedziela, 5 maja 2013

...kot grasuje

...chyba jako jedna z niewielu cieszyłam się ponurej majówki. Grzecznie uczyłam się ładnie lutować i nikt w międzyczasie nie dzwonił, nie wyciągał
na spacer ani inne grille. Sielanka.


...kota natomiast zasmakowała w wodzie, w której studzę metalowe elementy potraktowane uprzednio palnikiem. Widocznie ma wyższe stężenie mikroelementów niż ta w misce.


...a ja, jak tylko ogarnę zdjęcia, to wrzucę efekty majowego dłubania ;)

piątek, 3 maja 2013

...projektowanie wnętrz w teorii i praktyce

...pewnego, pięknego dnia postanowiłam stworzyć własny kącik robótek ręcznych, ponieważ moim nowym zamierzeniom twórczym nie wystarczyłby już byle fragment płaskiej powierzchni. Było to jakieś pół roku temu. Dostałam wtedy od swojej szefowej biurko do pracowni oraz komplet nieaktualnych wzorników wykładzin obiektowych. Uznałam, że dywaniki ładnie komponują się
z mosiądzem i będzie z tego bransoletka. Pełna wiary w powodzenie przedsięwzięcia, zabrałam się do pracy. Dosyć szybko okazało się, że teoria
i praktyka nie pałają do siebie uczuciem i w zasadzie to zaczęłam od tego na czym powinnam skończyć, pomijając już fakt, że zdecydowanie łatwiej jest narysować kółko niż wyciąć je z blachy.
Pięć dni - tyle trwała walka z materiałem o formę :)



Wnioski: 
tylko spokój i cierpliwość cię uratują przed wyrzuceniem wszystkiego przez okno, a także - nie bez powodu ktoś wymyślił wykrojnik do kółek, ale czemu to tyle kosztuje? W każdym razie, odpalanie palnika zaczęło odbywać się już na luzie, bez asysty jedynego mężczyzny w domu ;) 
Gdyby jeszcze czas był z gumy... 


A w roli modelki - niezastąpiona Edycia :)

czwartek, 2 maja 2013

...zmiany, zmiany

...szykuje się mała rewolucja w zakresie mojej działalności weekendowej.
W ruch poszły nożyce i zęby.


...Od jakiegoś czasu moja nowa pracownia* stale się powiększa. Pierwszym pracom daleko jeszcze do wymarzonego przez mnie poziomu, ale doświadczenie zapewne przyjdzie z czasem (choć przy obecnej częstotliwości mojego tworzenia - mogę tego nie dożyć). Zdjęcia  nowych wyrobów pojawią się wkrótce, 
a tymczasem wrzucam Leeloo obgryzającą z wdziękiem miedzianą blachę :)


* pracownia - biurko w sypialni i częściowo parapet ;)