niedziela, 30 czerwca 2013

...wykrojnik urodzinowy :)


...nadal jestem wzruszona :) aż zrobiłam zdjęcie i muszę się pochwalić,
ponieważ to naprawdę "ciężki" dowód na to, że ktoś czyta te moje wypociny między zdjęciami :)
Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim zamieszanym w sprawę za wspaniały prezent i obiecuję nie narzekać więcej na wycinanie kółek.
Teraz już zawsze będą idealne :)

niedziela, 16 czerwca 2013

...drugie koty na psoty

...przedstawiam młodszego kota, o nieco milszym wyrazie pyszczka. 
Postanowiłam go wykonać, aby sprawdzić czy robię jakieś postępy. 
Niniejszym stwierdzam, że jest progres. 
Pierwszy kot powstawał dwa dni. Nad wykonaniem drugiego spędziłam zaledwie jeden ;) Kotek jest o połowę mniejszy od poprzednika, jednak nie ma to znaczenia, ponieważ cały proces produkcyjny przebiegał identycznie, 
a wzór został nawet rozszerzony o kilka nowych elementów ;)


...można się łatwo domyślić, że wielbię swoją kotę piękną, niebieską, która każdego ranka budzi mnie deptaniem po twarzy z miauczącym wyrzutem, że czemu jeszcze nie głaszczę, jak już przecież jest 5:00 rano? 
Oczy ma labradorytowe i sierść srebrną, stąd też kamień ten jest moim ulubionym, ze srebrem stanowiący zestaw idealny.


...jednak, póki co, nadal maltretuję alpakę, bo srebra mi szkoda, 
ale nie wykluczam w najbliższej przyszłości eksperymentów na bardziej szlachetnym metalu :)


...a poniżej - moja kocia inspiracja, która pełni również funkcję kontrolera jakości. Trzeba przecież przypilnować, czy dobrze zdjęcia robię, czy światło ma odpowiedni stopień rozproszenia, ewentualnie przysłonić nadmiar swoim ciałem, a także zobaczyć czy obiektyw jest czysty - należy go powąchać i koniecznie pobrudzić nosem dla lepszych efektów artystycznych. I sprawdzić czy tło 
z papieru nie jest pogięte - jak niepogięte to trzeba pogiąć, bo znaczy, że nie zasiedlone przez kota, a co za tym idzie - niezdatne do użytku przez człowieka, oczywista oczywistość.


...na koniec - test na wytrzymałość produktu :)


 ...wisior naznaczony zębem kota, trafił już w zaprzyjaźnione ręce.
Mam nadzieję, że będzie się dobrze nosił :)

środa, 5 czerwca 2013

...pierwsze koty za płoty

...oto kot.
Kot jest duży i w kły wyposażony.
Wykonany został ze złośliwej alpaki, która gięła się i prężyła pod wpływem temperatury, byleby tylko nie dać się zlutować.


...długą drogę przebyliśmy z kotem. Zacznę więc od początku...
Pomysł zrodził się w zeszycie na rachunki, podczas jakiejś wybitnie fascynującej rozmowy telefonicznej z konsultantem bankowym. Niektórzy rozmawiając przez telefon rysują kwiatki i serduszka, a inni w tym czasie smarują długopisowe abstrakcje. Ja rysuję koty.
Koci bazgroł ewoluował w szkic, po czym został dokładnie rozrysowany. Następnie zrobiłam model z kalki, aby sprawdzić, czy to w ogóle ma jakiekolwiek szanse powodzenia. 


...po wstępnej ocenie wykonalności, stwierdziłam, że kto nie ryzykuje, ten nie ma i wyciągnęłam arkusz alpaki. Naniosłam wzór na blachę, wycięłam i po nadpiłowaniu metalu w miejscach zgięć, złożyłam poszczególne elementy jak papier. Każde zagięcie wymagało dodatkowo lutowania, aby było trwałe. Jako, że nie jestem jeszcze mistrzynią w tej dziedzinie - kotek został upstrzony lutem i usmarkany lutówką wprost-proporcjonalnie do moich umiejętności :)

  
...dopóki wykonywałam osobne części, praca szła w miarę gładko
i bezproblemowo. Schody zaczęły się gdy nadeszła pora, aby wszystko połączyć
w jedną całość. Mój mąż kochany, przyzwyczajony do mojego marudzenia, pozostawał obojętny na zawodzenie dobiegające zza ściany. Nawet nie do końca wiedział co ja tam sobie dłubię. Zareagował dopiero w chwili gdy usłyszał krzyk "O matko, przypaliłam kotu nos i mu odpadł!!!". Zaczął nerwowo szukać naszej Leeloo, która niczego nie świadoma i z nosem jak najbardziej na swoim miejscu, zalegała rozkosznie na czarnych ubraniach w szafie, oburzona lekko,
że ktoś miał czelność ją obudzić. 


...sytuacja została opanowana, nos naprawiłam przy użyciu hurtowych ilości lutu, przez co kot wygląda trochę jakby cierpiał na katar :)


...byłam ciekawa, jak alpaka zareaguje na oksydę (podobno to zależy od stopu). Ku mojemu zaskoczeniu kot pokrył się żółtawo czerwonym nalotem, momentami opalizującym na fioletowo i niebiesko. Kolorową oksydę zostawiłam na kłach 
i wokół oczu, brzegi zmatowiłam, a czoło kota mocno wypolerowałam. 


...jak już wspomniałam, kot jest duży. Jego wymiary to 11 cm szerokości 
oraz 8,5 cm wysokości. Zawiesiłam go na łańcuszku w srebrnym kolorze 
i postanowiłam, że zostanie u mnie, ponieważ bardzo się polubiliśmy ;)