środa, 5 czerwca 2013

...pierwsze koty za płoty

...oto kot.
Kot jest duży i w kły wyposażony.
Wykonany został ze złośliwej alpaki, która gięła się i prężyła pod wpływem temperatury, byleby tylko nie dać się zlutować.


...długą drogę przebyliśmy z kotem. Zacznę więc od początku...
Pomysł zrodził się w zeszycie na rachunki, podczas jakiejś wybitnie fascynującej rozmowy telefonicznej z konsultantem bankowym. Niektórzy rozmawiając przez telefon rysują kwiatki i serduszka, a inni w tym czasie smarują długopisowe abstrakcje. Ja rysuję koty.
Koci bazgroł ewoluował w szkic, po czym został dokładnie rozrysowany. Następnie zrobiłam model z kalki, aby sprawdzić, czy to w ogóle ma jakiekolwiek szanse powodzenia. 


...po wstępnej ocenie wykonalności, stwierdziłam, że kto nie ryzykuje, ten nie ma i wyciągnęłam arkusz alpaki. Naniosłam wzór na blachę, wycięłam i po nadpiłowaniu metalu w miejscach zgięć, złożyłam poszczególne elementy jak papier. Każde zagięcie wymagało dodatkowo lutowania, aby było trwałe. Jako, że nie jestem jeszcze mistrzynią w tej dziedzinie - kotek został upstrzony lutem i usmarkany lutówką wprost-proporcjonalnie do moich umiejętności :)

  
...dopóki wykonywałam osobne części, praca szła w miarę gładko
i bezproblemowo. Schody zaczęły się gdy nadeszła pora, aby wszystko połączyć
w jedną całość. Mój mąż kochany, przyzwyczajony do mojego marudzenia, pozostawał obojętny na zawodzenie dobiegające zza ściany. Nawet nie do końca wiedział co ja tam sobie dłubię. Zareagował dopiero w chwili gdy usłyszał krzyk "O matko, przypaliłam kotu nos i mu odpadł!!!". Zaczął nerwowo szukać naszej Leeloo, która niczego nie świadoma i z nosem jak najbardziej na swoim miejscu, zalegała rozkosznie na czarnych ubraniach w szafie, oburzona lekko,
że ktoś miał czelność ją obudzić. 


...sytuacja została opanowana, nos naprawiłam przy użyciu hurtowych ilości lutu, przez co kot wygląda trochę jakby cierpiał na katar :)


...byłam ciekawa, jak alpaka zareaguje na oksydę (podobno to zależy od stopu). Ku mojemu zaskoczeniu kot pokrył się żółtawo czerwonym nalotem, momentami opalizującym na fioletowo i niebiesko. Kolorową oksydę zostawiłam na kłach 
i wokół oczu, brzegi zmatowiłam, a czoło kota mocno wypolerowałam. 


...jak już wspomniałam, kot jest duży. Jego wymiary to 11 cm szerokości 
oraz 8,5 cm wysokości. Zawiesiłam go na łańcuszku w srebrnym kolorze 
i postanowiłam, że zostanie u mnie, ponieważ bardzo się polubiliśmy ;)

1 komentarz:

  1. Dla mnie jako dla totalnego laika w tej technice, fajnie jest podziwiać cały proces. Nie ukrywam, że chyba najbardziej podoba mi się podglądanie projektowania. Później to już tylko formalność. A kot, ani żaden inny przedmiot nie powinien być, aż nadto idealny. W końcu to te maleńkie defekty czy subtelne różnice stanowią o jego indywidualności i niepowtarzalności :)

    OdpowiedzUsuń