środa, 24 grudnia 2014

...radosnych Świąt :)

 ...żeby tak każdy się na chwilę zatrzymał i odnalazł trochę magii 
uśmiechając się jak dziecko ;-) 




Wesołych! 

PS. Mam dziwnego kota - nie wchodzi w rolę gwiazdy zdobiącej szczyt choinki 
i ma w głębokim poważaniu bańki, łańcuchy i lampki... :)

niedziela, 14 grudnia 2014

...leśna cisza

...no to wpadłam. Kompletnie nie mam pomysłu co tu teraz mądrego napisać :)
Zrobiłam ten naszyjnik dla niezwykłej dziewczyny, Mariaeli (której twórczość i widok z okna bardzo mnie zainspirowały) - wszystko w ramach Świątecznej Wymianki biżutkowej na fejsbuku, gdzie moja praca dostała tyle pozytywnych komentarzy, że aż mnie zatkało :) 


Chciałabym przy okazji podziękować Agnieszce Rodo, która mnie zaprosiła do udziału w tej zabawie :)


...dziś wyłączam marudzenie, bo nawet mi nie wypada, także czym prędzej przechodzę do fotorelacji z procesu twórczego... 
Na początek zestawienie materiałów w towarzystwie reniferów ;-) 
Zaczyna mi się udzielać świąteczna atmosfera. Nawet choinka się już pojawiła w moim salonie, choć co roku mój mąż zarzeka się, że żadnego drzewka nie będzie, bo on nie lubi (ja za to uwielbiam to całe choinkowe szaleństwo, więc jak ktoś nie przepada za strojeniem iglaka, to chętnie go wyręczę). 
Wracając do tematu - w roli głównej występuje agat mszysty - nieziemski kamień. Pięknie prezentuje się w ciepłej oprawie z mosiądzu. Kompozycję dopełnia zielona wykładzinka dywanowa o fakturze mchu oraz mosiężne łańcuszki, w tym dwa zdobyczne z nagrody za Kameleona (szary i zielony).


...gdy tylko wybrałam kamień będący sercem tego naszyjnika, reszta rozrosła się samoistnie.


...żeby nie było - kota czuwa.


...i aktywnie uczestniczy w tworzeniu (nie, nie zjadła łańcuszka, ale mało brakowało). Teraz leży u mnie na kolanach i mruczy, dziabąg jeden.


 ...jeszcze chwila zachwytu nad kamyczkiem niewątpliwie wyjątkowej urody...



...i wracamy do pracy właściwej, podczas której przyozdobiłam sobie palec młotkiem, zrobiłam dziurę drutem w kolejnym palcu, a także wyrwałam kosmyk włosów za pomocą miniszlifierki.


...można by pomyśleć, że wycinanie takich wzorków w blasze to musi być strasznie żmudna praca. No i w sumie jest :) ale sprawia dużo radości :) Najbardziej obawiałam się lutowania wszystkich trzech planów... udało się, choć zużyłam chyba pół butli gazu, nie wspominając już o zapasach cierpliwości...


...z rzeczy praktycznych okołowarsztatowych - mój luby zajada się musem karmelowym sprzedawanym w całkiem sympatycznych, ceramicznych pojemniczkach.


...pozostałe komponenty naszyjnika powstawały po zmroku, a że nie mogę przeżyć robienia zdjęć w sztucznym świetle, fotorelację kończę na tym etapie, 
a poniżej wrzucam jeszcze kilka zdjęć efektu końcowego.



...uff. 
Najważniejsze, że prezent się spodobał! 

PS. znowu musiałam odłożyć "na potem" projekt z poprzedniego posta, ale po świętach będę mieć troszkę czasu, to może zamknę temat ;)

poniedziałek, 10 listopada 2014

...praca wre

...gorący sezon trwa. Po wyjściu z pracy wrzucam kolejny bieg. Ostatnio zajmuję się wszystkim. Począwszy od doradztwa projektowego i duchowego, organizacji imprez wyjazdowych, rysowania różnych dziwnych rzeczy, poprzez niezwykle przyjemne podróżowanie pełne doznań estetycznych z targami designu 'orgatec' w tle, skończywszy na projektowaniu stron internetowych i wzorów na obroże dla psów ;). I kotów. Ale koty są nastawione sceptycznie.
Także zaniedbałam nieco warsztat przez ostatnie dwa miesiące.


...tak, słynny kubek dotarł i do mnie. I rozgrzewający sok do herbaty też potrzebny.
Bo z pracowni* słychać czasem tylko skowyt: "zlituj się i zlutuj". Zabrałam się za zbyt trudny projekt, którego chyba nie skończę.

* znad biurka ;-)

poniedziałek, 1 września 2014

...Kameleon

...hmm... na początku chciałabym znowu podziękować wszystkim zaangażowanym w kalendarzowo konkursowe działania :) Jakoś tak wyszło
i nie napisałam wcześniej, że pan Żuk zajął pierwsze miejsce w swej kategorii ;) ...a Rybki dostały niespodziewanie wyróżnienie :) Wow. Naprawdę nie sądziłam, że tak się to potoczy :) Dziękuję wszystkim co lajkowali, komentowali, oceniali, wspierali i krzyczeli na mnie jak zaczynałam marudzić bez sensu :)
...i chyba tylko ja jedyna miałam dylemat, czy w związku z wygraną wypada mi wysyłać kolejną pracę na dogrywkę w konkursie Royal-Stone, bo jeszcze by sobie ktoś pomyślał, że jakaś żądna wygranych jestem i się pcham nienasycona.
Prawda jest taka, że R-S jest przesympatycznym miejscem, a sam konkurs zmotywował mnie do pokazania swoich biżutów gdzieś jeszcze, nie tylko na tym blogu, co jest dla mnie naprawdę ogromnym wyczynem przy moim samokrytycyzmie na poziomie +100 i pewności siebie w lustrzanym odbiciu
po drugiej stronie zera.
...tak więc posłałam gadzinę w świat.


...Kameleon jest naszyjnikiem wykonanym od podstaw z mosiężnej blachy
i drutu, wykończony niezwykle przyjemną w dotyku wykładziną dywanową
w rozmaite wzorki fabryczne. Jedyne gotowe elementy z metalu jakie tu wykorzystałam to łańcuszek i karabińczyk.


...naszyjnik jest pełen soczystych kolorów, jak to przystało na Kameleona. 
O dziwo dobrze mu też w czerni i bieli, ale to raczej zasługa modelki :) 


...wszystko zaczęło się od pomysłu i kolorowych kredek. Lubię te chwile przygotowań przed rozpoczęciem pracy. Wtedy mam jeszcze czyste biurko, wszystkie narzędzia na właściwym miejscu i nie jestem wściekła na uparty 
drut lub niesforną blachę. 


...mam już takie przyzwyczajenie z pracy, że muszę sobie wszystko dokładnie zaprojektować i wykreślić, mając na uwadze kolejność wykonywania działań - jakby to miało zapewnić idealny efekt końcowy. O złudzenia kochane.


...musiałam zmierzyć się ze sporą siatą próbek wykładzinowych. Wstępna selekcja wyłoniła kandydatów na wypełnienie kolejnych części naszyjnika.


...pierwszy krok - kształty oprawek.
Przygotowane paski mosiężnej blachy, o jednakowych (niestety tylko w teorii) krzywiznach i wysokości - połączyłam w pary i przylutowałam obustronnie do blachy, wycinając gesztelką otwory z jednej strony.


...kolejny raz przekonałam się, że robiąc coś z powtarzalnych elementów, warto przygotować sobie dwie, a nawet trzy zapasowe sztuki. Zezłomowałam dwa segmenty nim ułożyłam cały kłos.


...a tu przymiarka do inspiracji R-S :)


...kolejne części dołączają do korpusu Kameleona - zaczepy do ogniwek z tyłu naszyjnika oraz młotkowany drut z oprawką na "oko".


...w międzyczasie wybieramy z Leeloo na czym by tego Kameleona zawiesić. Hmm... sprostowanie - ja dobieram sznurki, a kot dobiera się do sznurków.


...jeszcze ogonek :)


...a, i przydałyby się końcówki do wklejenia sznurka. Trochę za późno na to
by zamówić gotowe przez internet, a sklep z półfabrykatami zamknięty, gdyż weekend w pełni. No to trzeba zrobić samemu.


..."takie tam" z lutowania ;) ...nie wyszły zbyt pięknie, dlatego nie pokazuję efektu końcowego w zbliżeniu, bo trochę wstyd ;)


...a powyżej - wykwaszone części po wstępnym oszlifowaniu brzegów. Ten różowy nalot jest niestety skutkiem tego, że na tej samej płytce do lutowania obrabiałam miedź. Do każdego metalu powinno się mieć osobne płytki, pilniki
i inne narzędzia, na których mogą osadzić się opiłki lub tlenki metalu.
Z oszczędności mam oddzielny zestaw tylko do srebra.
Na szczęście te wszystkie przebarwienia schodzą podczas polerowania.


...uf, już prawie koniec, ręce znowu czarne. Kameleon czeka na ostateczne złożenie, a w tle widać moje zmasakrowane biurko.


 ...zostało jeszcze oprawienie "oczka" ze szklanego kaboszonu nałożonego na kawałek turkusowej tapety i wreszcie najprzyjemniejsze... wyścielenie kłosa wzorzystą wykładziną :)


...na koniec wrzucam jeszcze jedno ujęcie. Szary papier jest nieco pogięty, ponieważ w trakcie zdjęć przebiegł po nim kotek ;) Muszę zaopatrzyć się w nowe tła, wszystkie mam już podeptane, pogryzione lub wyleżane :)


...i jeszcze chwila dla chwalipięty - ah, ale jakże się tu nie pochwalić taką nagrodą? Radość mnie przepełnia i przerażenie, że chyba do końca życia
nie zdążę oprawić tych wszystkich kamieni! Dlaczego w gratisie nie przysłali dodatkowych godzin na dobę do wykorzystania?


...oprócz kamyczków zamówiłam sobie jeszcze rozmaite opakowania i kilka innych przydatnych rzeczy. Już poprzednio cieszyłam się jak dziecko, ale teraz 
to mam banana na twarzy jakbym dostała żywego kucyka Pony ;)


...już nawet nie wiem jak i komu dziękować :) 
...i czekam niecierpliwie na wolny weekend, który - mam nadzieję - nastąpi prędzej niż później :)

EDIT: Kameleonek zajął II miejsce! juhuu!

środa, 27 sierpnia 2014

...kamyk

...niewiele potrafię powiedzieć o samym kamyku. Znalazł się u mnie za sprawą Znajomego, który pokrótce przedstawił okoliczności znalezienia tegoż i zapytał, czy mogłabym coś z nim zrobić, aby zmienił się w wyjątkowy upominek.


...i tak właśnie stanęłam przed nie lada wyzwaniem polegającym na oprawie wspomnień w srebro. A kamyk kształt ma równie niezwykły jak własną historię, więc łatwo nie było.


...zastanawiałam się nad dodaniem do kompozycji łezki kyanitu, jednak to nie on miał tu grać główną rolę, więc ostatecznie padło na drobne srebrne kuleczki. 


...przygotowanie oprawy, która będzie idealnie pasować (a przynajmniej takiej, która w miarę pasuje) zajęło mi sporo czasu. Jak zwykle nie wyszło mi tak jak bym sobie życzyła, choć tym razem obyło się bez kleju. Wstępnie przygotowaną 
i przylutowaną do podstawy oprawkę dodatkowo wyfrezowałam przy brzegu, 
aby łatwiej zagiąć ją na oprawiany kamień. Zaginanie odbyło się za pomocą alternatywnego narzędzia jubilerskiego, które każdy może znaleźć we własnym domu - rączki od szczoteczki do zębów :-) Jest wystarczająco twarda, a dzięki gumowemu wykończeniu nie niszczy powierzchni metalu.
...A poniżej jeszcze kilka zdjęć wisiorka.


P.S. Łańcuszek był poza zakresem opracowania, dlatego na pierwszych zdjęciach znalazła się wstążka zastępcza :)

wtorek, 22 lipca 2014

...a bo cieszę się jak dziecko :)

...zrealizowałam bon za 'papugi' i przyszły skarby :)
...co my tu mamy... hmmm... labradoryty, które wyglądają jak oczy mojego kota w pochmurny dzień... zielone jadeity, które wyglądają jak oczy mojego kota w słoneczny dzień... łezka kwarcu z rutylem, który wygląda jak sierść kota...


...najbardziej zadowolona jestem z wyboru kwarcu pełnego igieł rutylu - jest jak naszkicowany. Wart był niemal połowę nagrody, ale nie mogłam się oprzeć :-)


...piękne są również białe agaty - na zdjęciu tego nie widać, ale to jest lśniąca mgła zamknięta w kamieniu ...no i szafiry kolorowe - te najmniejsze łezki, niech się szklane kryształki schowają ...i kyanit niebieski ...i niezły kawał agatu ...i gratisy też dostałam cudne, wpisujące się w moją tonację :)
...i torbę ze stosownym napisem :-D
Bardzo dziękuję dziewczynom z R-S i wszystkim, którzy mnie tu lokalnie wspierali ...i przede wszystkim Robertowi, co kliknął 'wyślij' po moim dwugodzinnym zastanawianiu się nad napisanym zgłoszeniem - "czy jest sens" ;)


...a tak zupełnie z innej beczki z materiałami - w mojej normalnej pracy było wietrzenie magazynu ze wzornikami wykładzin i złowiłam naprawdę ciekawe próbki. Już nawet wiem jak je wykorzystam ;)


...są bardzo miłe w dotyku...


...i wyglądają uroczo, zwłaszcza tak po prostu ułożone obok siebie :)


...czas liczony od momentu rozłożenia próbek do pełnego kociego siadu to 
5 sekund. Obróciłam się tylko, aby sięgnąć po aparat i wnet taki widok zastałam.


...a jeśli już o widoku mowa - słyszałam, że kot nigdy nie zasłania widoku.
On JEST widokiem.

piątek, 4 lipca 2014

...Żywot Żuka

...ostatni biżut związany z Royal-Stone. Pan Żuk. 


...Żuk jest naszyjnikiem całkiem sporym i dwustronnym. Jeśli ktoś nie lubi insektów, może wybrać stronę z mosiężnymi kopułkami, którą ja osobiście preferuję :-) Nie licząc szklanych koralików i łańcuszka, każdy element naszyjnika wykonałam od podstaw z mosiężnej blachy i drutu poprzez wielogodzinne klepanie, wyginanie, przeciąganie, lutowanie, piłowanie, wykwaszanie, oksydowanie, szlifowanie, polerowanie i jeszcze całą masę
innych czynności ;-)
Tak się toczył ten tok żuka - przez dni cztery mąż mnie szukał.


...w świetle słonecznego dnia z żuka wychodzą kolory :-) wnętrza sfer są zaoksydowane na tęczowo i mienią się razem z otaczającymi je koralikami.


...a teraz długa droga, którą żuk się toczył....


...ważne było odpowiednie przygotowanie :-) koncepcja, narzędzia oraz kocie napoje :-)


...etap pierwszy: baza, do której później będą mocowane koralikowe sznury.
Nic nie zwiastuje problemów, na niebie tęcza ogłasza koniec burzy. Tylko kota miauczy  na parapecie po niewłaściwej stronie zamkniętego okna. Po otwarciu tegoż - nie wchodzi. Piłujemy dalej.


...miałam okazję przetestować nowy nabytek - sześcienną ankę do wybijania sfer :) ... sąsiad za ścianą w odpowiedzi włączył wiertarkę.


...okazało się, że wygięcie drutu w regularny szlaczek jest sprawą skomplikowaną. Na szczęście nieudane łuczki można wykorzystać potem jako zawieszki... Jeśli chodzi o same zawijaski, to miałam duży problem z przylutowaniem ich do uprzednio przygotowanej bazy. Drut nagrzewa się szybko, kawałek blachy zdecydowanie dłużej. Próbowałam lutować grzejąc blachę od spodu, żeby przekazała temperaturę drucikowi, aby w ten sposób lut między nimi popłynął. Nie poskutkowało. Wydaje mi się, że to kwestia grubości blachy albo materiału, może ze srebrem byłoby prościej. Ostatecznie zalałam wszystko hurtową ilością lutu i zacementowałam na amen. Jeśli ktoś bardziej doświadczony to czyta, to bardzo proszę o radę jak to robić po bożemu :-)


...w przerwie między robieniem porządku na biurku a kontrolowaniem przydatności do użycia poszczególnych przedmiotów w zasięgu łapy, kota oczywiście siedzi na straży wysoko zmineralizowanej wody w słoiku ...rozważając opcjonalne turlanie wałeczków z wykrojnika...


...etap drugi: kopułki.
...pierwszy żuk nie wyszedł. Spodziewałam się tego. Chciałam, aby był wypukły, jednak kopułka pod wpływem uderzeń puncyny rozeszła się na boki, a żuczkowy obrys rozjechał na wszystkie strony i zaczął przypominać kompilację żaby z wielbłądem. Drugi żuk już zachował kształty, choć też był wypukły, jednak podczas lutowania się nadtopił zupełnie nieciekawie, ponieważ grzałam i grzałam, a on kompletnie nie chciał się połączyć z drugą półkulą.
Ale do trzeciego żuka sztuka.... w końcu wyszedł na płasko.


...etap trzeci: wykańczanie (się)
...w ruch poszła miniszlifierka. Wszystkie części naszyjnika zabłysnęły mosiężnym blaskiem, jeno ja miałam ręce czarne od pasty polerskiej jakbym wsadziła je do komina.


...etap czwarty: koralikowanie
...Robert zmartwiony moim zasiedzeniem podstawił mi pod nos miskę truskawek :) Wszystko ponownie nabrało sensu :)


...koraliki, koraliczki.... ta mieszanka pochodzi ze słoika, do którego zsypywałam wszystkie niewykorzystane resztki, jakie mi zostały po koralikowych kolczykach. Aby naszyjnik był trwały, nawlekłam je na linkę stalową. I znowu kilka godzin....


...aż w końcu nadeszła ta chwila, kiedy mogłam zrobić finalne zdjęcia :)
...oto przód w całej Żuka okazałości:


...oraz tył, który również sprawdza się dobrze w roli przodu ;)