wtorek, 22 lipca 2014

...a bo cieszę się jak dziecko :)

...zrealizowałam bon za 'papugi' i przyszły skarby :)
...co my tu mamy... hmmm... labradoryty, które wyglądają jak oczy mojego kota w pochmurny dzień... zielone jadeity, które wyglądają jak oczy mojego kota w słoneczny dzień... łezka kwarcu z rutylem, który wygląda jak sierść kota...


...najbardziej zadowolona jestem z wyboru kwarcu pełnego igieł rutylu - jest jak naszkicowany. Wart był niemal połowę nagrody, ale nie mogłam się oprzeć :-)


...piękne są również białe agaty - na zdjęciu tego nie widać, ale to jest lśniąca mgła zamknięta w kamieniu ...no i szafiry kolorowe - te najmniejsze łezki, niech się szklane kryształki schowają ...i kyanit niebieski ...i niezły kawał agatu ...i gratisy też dostałam cudne, wpisujące się w moją tonację :)
...i torbę ze stosownym napisem :-D
Bardzo dziękuję dziewczynom z R-S i wszystkim, którzy mnie tu lokalnie wspierali ...i przede wszystkim Robertowi, co kliknął 'wyślij' po moim dwugodzinnym zastanawianiu się nad napisanym zgłoszeniem - "czy jest sens" ;)


...a tak zupełnie z innej beczki z materiałami - w mojej normalnej pracy było wietrzenie magazynu ze wzornikami wykładzin i złowiłam naprawdę ciekawe próbki. Już nawet wiem jak je wykorzystam ;)


...są bardzo miłe w dotyku...


...i wyglądają uroczo, zwłaszcza tak po prostu ułożone obok siebie :)


...czas liczony od momentu rozłożenia próbek do pełnego kociego siadu to 
5 sekund. Obróciłam się tylko, aby sięgnąć po aparat i wnet taki widok zastałam.


...a jeśli już o widoku mowa - słyszałam, że kot nigdy nie zasłania widoku.
On JEST widokiem.

piątek, 4 lipca 2014

...Żywot Żuka

...ostatni biżut związany z Royal-Stone. Pan Żuk. 


...Żuk jest naszyjnikiem całkiem sporym i dwustronnym. Jeśli ktoś nie lubi insektów, może wybrać stronę z mosiężnymi kopułkami, którą ja osobiście preferuję :-) Nie licząc szklanych koralików i łańcuszka, każdy element naszyjnika wykonałam od podstaw z mosiężnej blachy i drutu poprzez wielogodzinne klepanie, wyginanie, przeciąganie, lutowanie, piłowanie, wykwaszanie, oksydowanie, szlifowanie, polerowanie i jeszcze całą masę
innych czynności ;-)
Tak się toczył ten tok żuka - przez dni cztery mąż mnie szukał.


...w świetle słonecznego dnia z żuka wychodzą kolory :-) wnętrza sfer są zaoksydowane na tęczowo i mienią się razem z otaczającymi je koralikami.


...a teraz długa droga, którą żuk się toczył....


...ważne było odpowiednie przygotowanie :-) koncepcja, narzędzia oraz kocie napoje :-)


...etap pierwszy: baza, do której później będą mocowane koralikowe sznury.
Nic nie zwiastuje problemów, na niebie tęcza ogłasza koniec burzy. Tylko kota miauczy  na parapecie po niewłaściwej stronie zamkniętego okna. Po otwarciu tegoż - nie wchodzi. Piłujemy dalej.


...miałam okazję przetestować nowy nabytek - sześcienną ankę do wybijania sfer :) ... sąsiad za ścianą w odpowiedzi włączył wiertarkę.


...okazało się, że wygięcie drutu w regularny szlaczek jest sprawą skomplikowaną. Na szczęście nieudane łuczki można wykorzystać potem jako zawieszki... Jeśli chodzi o same zawijaski, to miałam duży problem z przylutowaniem ich do uprzednio przygotowanej bazy. Drut nagrzewa się szybko, kawałek blachy zdecydowanie dłużej. Próbowałam lutować grzejąc blachę od spodu, żeby przekazała temperaturę drucikowi, aby w ten sposób lut między nimi popłynął. Nie poskutkowało. Wydaje mi się, że to kwestia grubości blachy albo materiału, może ze srebrem byłoby prościej. Ostatecznie zalałam wszystko hurtową ilością lutu i zacementowałam na amen. Jeśli ktoś bardziej doświadczony to czyta, to bardzo proszę o radę jak to robić po bożemu :-)


...w przerwie między robieniem porządku na biurku a kontrolowaniem przydatności do użycia poszczególnych przedmiotów w zasięgu łapy, kota oczywiście siedzi na straży wysoko zmineralizowanej wody w słoiku ...rozważając opcjonalne turlanie wałeczków z wykrojnika...


...etap drugi: kopułki.
...pierwszy żuk nie wyszedł. Spodziewałam się tego. Chciałam, aby był wypukły, jednak kopułka pod wpływem uderzeń puncyny rozeszła się na boki, a żuczkowy obrys rozjechał na wszystkie strony i zaczął przypominać kompilację żaby z wielbłądem. Drugi żuk już zachował kształty, choć też był wypukły, jednak podczas lutowania się nadtopił zupełnie nieciekawie, ponieważ grzałam i grzałam, a on kompletnie nie chciał się połączyć z drugą półkulą.
Ale do trzeciego żuka sztuka.... w końcu wyszedł na płasko.


...etap trzeci: wykańczanie (się)
...w ruch poszła miniszlifierka. Wszystkie części naszyjnika zabłysnęły mosiężnym blaskiem, jeno ja miałam ręce czarne od pasty polerskiej jakbym wsadziła je do komina.


...etap czwarty: koralikowanie
...Robert zmartwiony moim zasiedzeniem podstawił mi pod nos miskę truskawek :) Wszystko ponownie nabrało sensu :)


...koraliki, koraliczki.... ta mieszanka pochodzi ze słoika, do którego zsypywałam wszystkie niewykorzystane resztki, jakie mi zostały po koralikowych kolczykach. Aby naszyjnik był trwały, nawlekłam je na linkę stalową. I znowu kilka godzin....


...aż w końcu nadeszła ta chwila, kiedy mogłam zrobić finalne zdjęcia :)
...oto przód w całej Żuka okazałości:


...oraz tył, który również sprawdza się dobrze w roli przodu ;)


środa, 2 lipca 2014

...rybki jak paletki

...zachęcona ciepłym przyjęciem papużek, które znalazły się w gronie wielu innych wspaniałych prac w konkursie Royal-Stone - podjęłam kolejne wyzwanie. A właściwie dwa. Żuk i Rybki. 
Niech ostatni będą pierwszymi - najpierw przedstawiam rybki, które dokończyłam niemal w ostatniej chwili, a zdjęcie konkursowe robiłam o świcie, żeby zdążyć przed ponownie przenoszonym "deadline'm". W zasadzie zrobiłam 
te kolczyki tylko i wyłącznie dlatego, że przedłużono termin, ponieważ żuka też skończyłam wtedy w ostatnim momencie :) 
...nie ma to jak 'dobra' organizacja pracy i brak doświadczenia skutkujący robieniem jednej rzeczy pięć razy...


...wyrazy szacunku dla modelki, z którą poszłyśmy robić zdjęcia w krzakach nieopodal domu. Najpierw została zjedzona przez komary, a potem przyszła ulewa i inne plagi, wliczając w to dziwnego pana z siatką, który stwierdził na widok dwóch dziewczyn kicających w deszczu z aparatem i rudym kotem przybłędą, że "świat się kończy i ludziom w ... przewraca".


...a teraz kilka słów na temat samych rybek.
Wykorzystane tu dżety z Jablonexu są prawdopodobnie starsze ode mnie :) Chociaż zdawać by się mogło, że jest ich niewiele, to zaciskałam je na folii przez kilka godzin. Odciski z palców jeszcze mi nie zeszły, ale za to efekt lewitujących łusek został osiągnięty. Całość jest oprawiona w mosiężne, rybie ramki, na które muszę jednak znaleźć jakiś lepszy patent, bo im dłużej przyglądam się tym rybkom, to tym bardziej przypominają mi podeszwy pantofli :) 


...poniżej kilka zdjęć z nocnego buszowania kota po biurku oraz wycinania ramek :)