niedziela, 14 grudnia 2014

...leśna cisza

...no to wpadłam. Kompletnie nie mam pomysłu co tu teraz mądrego napisać :)
Zrobiłam ten naszyjnik dla niezwykłej dziewczyny, Mariaeli (której twórczość i widok z okna bardzo mnie zainspirowały) - wszystko w ramach Świątecznej Wymianki biżutkowej na fejsbuku, gdzie moja praca dostała tyle pozytywnych komentarzy, że aż mnie zatkało :) 


Chciałabym przy okazji podziękować Agnieszce Rodo, która mnie zaprosiła do udziału w tej zabawie :)


...dziś wyłączam marudzenie, bo nawet mi nie wypada, także czym prędzej przechodzę do fotorelacji z procesu twórczego... 
Na początek zestawienie materiałów w towarzystwie reniferów ;-) 
Zaczyna mi się udzielać świąteczna atmosfera. Nawet choinka się już pojawiła w moim salonie, choć co roku mój mąż zarzeka się, że żadnego drzewka nie będzie, bo on nie lubi (ja za to uwielbiam to całe choinkowe szaleństwo, więc jak ktoś nie przepada za strojeniem iglaka, to chętnie go wyręczę). 
Wracając do tematu - w roli głównej występuje agat mszysty - nieziemski kamień. Pięknie prezentuje się w ciepłej oprawie z mosiądzu. Kompozycję dopełnia zielona wykładzinka dywanowa o fakturze mchu oraz mosiężne łańcuszki, w tym dwa zdobyczne z nagrody za Kameleona (szary i zielony).


...gdy tylko wybrałam kamień będący sercem tego naszyjnika, reszta rozrosła się samoistnie.


...żeby nie było - kota czuwa.


...i aktywnie uczestniczy w tworzeniu (nie, nie zjadła łańcuszka, ale mało brakowało). Teraz leży u mnie na kolanach i mruczy, dziabąg jeden.


 ...jeszcze chwila zachwytu nad kamyczkiem niewątpliwie wyjątkowej urody...



...i wracamy do pracy właściwej, podczas której przyozdobiłam sobie palec młotkiem, zrobiłam dziurę drutem w kolejnym palcu, a także wyrwałam kosmyk włosów za pomocą miniszlifierki.


...można by pomyśleć, że wycinanie takich wzorków w blasze to musi być strasznie żmudna praca. No i w sumie jest :) ale sprawia dużo radości :) Najbardziej obawiałam się lutowania wszystkich trzech planów... udało się, choć zużyłam chyba pół butli gazu, nie wspominając już o zapasach cierpliwości...


...z rzeczy praktycznych okołowarsztatowych - mój luby zajada się musem karmelowym sprzedawanym w całkiem sympatycznych, ceramicznych pojemniczkach.


...pozostałe komponenty naszyjnika powstawały po zmroku, a że nie mogę przeżyć robienia zdjęć w sztucznym świetle, fotorelację kończę na tym etapie, 
a poniżej wrzucam jeszcze kilka zdjęć efektu końcowego.



...uff. 
Najważniejsze, że prezent się spodobał! 

PS. znowu musiałam odłożyć "na potem" projekt z poprzedniego posta, ale po świętach będę mieć troszkę czasu, to może zamknę temat ;)

8 komentarzy:

  1. cuda,cuda! Ale z takim ślicznym pomocnikiem nie da się niczego brzydkiego zrobić :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Twoje prace :) naszyjnik jest niesamowity :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękuję ;-)

    denerwuje mnie tylko to, że technicznie jestem jeszcze daleko w tym całym lesie. Im więcej robię, tym więcej swoich niedociągnięć widzę, ale traktuję to jako zdrowy objaw nabierania doświadczenia ;-)

    [musiałam zamarudzić, bo nie byłabym sobą ;) ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja też tak mam jak skończę coś to wydaje mi że mogłem zrobić to lepiej ;) chyba tak zawsze będziemy mieć :P jeszcze raz to mówię jest przecudny :))

      Usuń
  4. Rewelacyjny! :) No i ten ptaszek mnie ujął :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny! Uwielbiam Twoje praca, wszystkie są wspaniałe...

    OdpowiedzUsuń
  6. Monika! Wow! Kolejna wspaniała praca! Jeśli marudzenie pomaga Ci w twórczości, marudź jak najwięcej! Rewelacja! Znowu mogę się zachwycać kolejnym Twoim dziełem! Ach! :) Wesolych Swiat! :)

    OdpowiedzUsuń