niedziela, 27 grudnia 2015

...paw

...Święta szybko minęły, ale zdążyłam odrobinkę odpocząć między barszczem 
a karpiem, także możliwe, że w przypływie energii coś tu namieszam w okolicach Nowego Roku. Korzystając z dnia wolnego - nadrabiam zaległości. Jak wiadomo, okres przedświąteczny bywa pracowity. Ile mogłam, tyle utrwaliłam na zdjęciach. Wprawdzie udokumentowałam zaledwie dwa większe projekty, ale zawsze to coś. Poniżej jeden z nich. Naszyjnik pełen skarbów.


...pawie pióro, przycięte i wklejone w srebrną oprawę, mieni się tęczą barw 
i przyciąga uwagę w pierwszej kolejności. Przyczepione jest do głównej części naszyjnika za pomocą karabińczyka - można je w każdej chwili odpiąć i zawiesić na osobnym łańcuszku jako wisior. W centrum znajduje się całkiem spory kaboszon jaspisu "lazurowe wybrzeże", a kompozycję dopełniają agat zielony, lapis lazuli i ametysty. 



...piórko jest nie byle jakie - pochodzi z moich zbiorów rzeczy ładnych, ocalonych przed wyrzuceniem. Zdobiło niegdyś kopertę, w której dostałam bilet na Festiwal Muzyki Filmowej ;-). I tak otrzymało nowe życie. 
Wiem, że trafiło w dobre ręce.


...a na co dzień ...mam coraz mniej miejsca na biurku. Nie do końca jest to wina bałaganu ;).
..


...konstrukcja naszyjnika zdawała się być całkiem prosta. Tak myślałam, 
dopóki nie zaczęłam lutować. Jak z jednej strony chwyciło, to z drugiej odpadło. I tak przez dwa dni. 


...kolejny raz przekonałam się, że tworząc biżuterię nie można sobie pozwolić na żadne odstępstwa w zakresie precyzji wykonania. Zrobiłam za duże oprawki na kamienie. Zakuwałam je przez to dwa razy dłużej i nabawiłam się niezłych zakwasów ;).


...na szczęście, kolejny raz dobrnęłam do końca i wierzę, że naszyjnik będzie służył lata. 


Rzut oka na tył naszyjnika...
...a ja tymczasem znikam jeszcze trochę pospać ;).

wtorek, 3 listopada 2015

...ukryty

...moja trzecia w życiu wymianka! Do tej niezwykle motywującej zabawy zaprosiła mnie Małgorzata Budlewska, wyjątkowo uzdolniona bestia biżuteryjna. Cuda, cuda (!) dostałam, zaraz będę się nimi chwalić! 
Z mojej strony, w roli głównej wystąpił wisior w formie sekretnika z amonitem i kwarcem dymnym. To chyba najtrudniejsza rzecz jaką do tej pory zrobiłam. Choć mam wrażenie, że nie widać po niej wcale ile godzin wyjęła mi z życia :-). 


...a takim skromnym dodatkiem do wisiora są lisie kolczyki. Maleńkie i zwinięte w rude kłębki :).


...och, a ile stresu było! 
Mąż mój powiedział, że zabroni mi brać udział w jakichkolwiek wymiankach 
(a przynajmniej tych z efektem niespodzianki, czyli bez pokazywania zdjęć pracy przed wysłaniem jej w daleki świat), bo nie może patrzeć na mój rozstrój nerwowy w czasie między nadaniem paczki a reakcją adresatki. Nie jestem wówczas w stanie skupić się na czymkolwiek. Nie jem, nie śpię i maniakalnie sprawdzam lokalizację przesyłki poprzez śledzenie online. Z każdą godziną zostaje mi coraz mniej paznokci do obgryzania... Głosy w mojej głowie szeptają - "Na pewno się nie podoba i nie wie jak mi to powiedzieć, olaboga, co ja zrobię?" :-D 


...wiele elementów sekretnika to dla mnie nowość - duża, owalna, wypukła forma, do tego oprawa amonitu, zawiasy...
Oj, zawiasy. To one - przede wszystkim - spędzają mi sen z powiek. 
Moje pierwsze! Koślawe, ale działają. Mam nadzieję, że się nie rozpadną :-D. 


...zanim przejdę do opowieści twórczo-wytwórczej, prezentuję dzieła sztuki jakie wyszły spod rąk Gosi. Naprawdę magiczne! Więcej cudów można pooglądać na jej blogu, o TU :).



Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję!

...ochłonąwszy, powracam do lisiej historii. 
Pomysł na sekretnik od początku rysował się wyraźnie w mojej głowie. Rozważałam jedynie kilka opcji wykonania wieczka / drzwiczek (nie wiem jak nazwać ten element). Niektóre jednak przerastały moje umiejętności i zasoby czasowe. Chciałam, aby było widać odrobinę wnętrza - ale tylko tyle, by zaciekawić - nie zdradzając co w sercu ukryte.


...koncepcja powolutku wyłaniała się spośród mojego biurkowego rozgardiaszu.


...przez wiele godzin wyłaniał się również pierwszy element ze srebra - tylna część wisiora :).




...stukałam i szlifowałam, aż powierzchnia srebra stała się idealnie gładka, ponieważ najmniejszy defekt wyszedłby podczas finalnego polerowania. Kiedyś dostałam nieokorowany pniak ze świeżo ściętego orzecha, aby przygotować sobie wklęsłe formy do kształtowania blachy. Zdołałam wydrążyć zaledwie jedno porządne wgłębienie, zanim drewno przeschło i stało się zbyt twarde by sprawnie w nim rzeźbić. Ale jak to mawiają - dla chcącego nic trudnego - no tylko ten czas ...czas ...czas.


...a gdy już powstała jama, wtem pojawił się lis. I był przez moment rudy ;-)


...Dla ciekawych co u kotów - Jaskier rośnie, ma już pół roku i jest wyraźnie większy od Leeloo, która mimo to, nadal budzi w nim respekt.


...jeszcze mieści się na biurku  ...na którym dużo się dzieje :).


...nadszedł czas, aby zabrać się za amonit. Pierwszy raz oprawiałam takiego stwora. Przypuszczam, że byłoby mi dużo wygodniej, gdyby carga nie tkwiła we wklęsłej formie. Ja zawsze sobie utrudnię pracę. A potem marudzę, że krzywo.
Mam jeszcze jeden okaz i muszę spróbować, czy dobrze kombinuję z tym zakuwaniem. Oczywiście w jakichś normalnych warunkach, a nie pośród lisów
i drutów. Bo amonity to przecież takie obrócone kaboszony :-)


...wisior jest duży. Bardzo. Zapomniałam zmierzyć, ale wymiary sekretnika to ok. 6x4cm. Bo... nigdy mi nie wychodziły rzeczy małe. Zawsze działałam z rozmachem, niezamierzonym. Mam już tak od dziecka. W podstawówce na plastyce - jak kazali malować na kartce z bloku A4, to się nigdy nie mieściłam 
i musiałam przychodzić na lekcje z bristolem o formacie B2 (co najmniej). 
Jak piekłam ostatnio muffinki, to wyszło pięćdziesiąt zamiast dwunastu. 
Jak wkładam serce w pracę, to razem z uszami, firanką i kotem.



...sekretnik zawiesiłam na długim łańcuszku ze stali chirurgicznej o dużych ogniwkach, umożliwiających umieszczenie zapięcia w dowolnym miejscu 
- w zależności od potrzeby, nastroju i zasięgu zimowego swetra :-). 


...oby nosił się dobrze :-)


...wymianki to jednak idealnie rozwiązanie dla mnie - nie tworzę do szuflady, 
a w zamian dostaję skarby, które do tej pory podziwiałam tylko na ekranie :) 
...a już powoli szykuję się na sezon świąteczny :)


 ...pssst ...Małgorzata powierzyła mi ceramiczne kaboszony od Sztuk Kilka :-D.
Obiecuję je godnie oprawić!


...oh, ale emocje :-D

sobota, 17 października 2015

...kwiaty polne

...wszystko jest nie tak.
Ciepłe dni gasną nagle przez pierwszy śnieg z początkiem października (!?),
w pobliskim sklepie sprzedają wielkanocne zające (!?!?), a ja dopiero dziś publikuję pracę z wakacyjnego konkursu, która miała spocząć na dnie szuflady
i popaść w zapomnienie jako twórczy niewypał. Spodziewałam się, że spotka mnie sroga kara za zmarnowanie tak cudnie kolorowego filcu i będę musiała zbierać z podłogi rozsypane przez koty koraliki, ćwicząc refleks w konkurencji przeciw uzbrojonym w pazury łapkom. A tu wyszło całkiem inaczej... Ku mojemu ogromnemu zdumieniu, praca została wyróżniona przez Royal Stone (:-D), choć nie jestem w stanie sobie przypomnieć, co mi wtedy spadło na głowę, że wysłałam maila ze swoim zgłoszeniem konkursowym :-).


...ponieważ nadal nie posiadam supermocy rozciągającej dobę - widać gołym okiem, w którym momencie brakowało mi już czasu i zaczęłam spieszyć się, by zdążyć w terminie :-D 


...od początku wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że powinnam dać sobie spokój i zająć się czymś bardziej pożytecznym, np. oburęcznym głaskaniem kotów. Zwłaszcza, że nie za bardzo potrafię wyszywać. To mój pierwszy raz ;-)


...więc piszę ku przestrodze...
Jeśli twój kot wymemła ci napoczętą pracę trzykrotnie - wiedz, że coś się dzieje. Najlepiej zaniechaj działań nim będzie za późno. 
Dnia pierwszego znalazłam czerwone płatki na podłodze i nie była to ścieżka prowadząca do nakrytego stołu ze świecami. Makowe skrawki zostały pogryzione. Rozstaw dziurek wskazywał na uzębienie Leeloo. Filc do kosza. 
Dnia drugiego obudziłam się z kwiatami we włosach. Nie, nadal nie było romantycznie. Aromat malwy wskazywał na styczność z językiem Jaskra, któremu różą z pyszczka nie pachnie. Wszystko do kosza.
Dnia trzeciego usuwałam pęsetą wbite w filc kocie kłaczki, nie do końca wpisujące się w moją koncepcję bukietu naszkicowanego białą nitką.


Dnia czwartego miałam spokój, ponieważ przeszłam do prac z palnikiem i kocia widownia siedziała w bezpiecznej odległości w obawie przed przypaleniem wibrysów ;-)



...eh. A teraz słów kilka o samym naszyjniku.
Upewniłam się, że nadal nie lubię alpaki :).
Mimo to, udało mi się stworzyć w miarę równe pudełko z przylutowanymi "guziczkami" do zamocowania filcowej kompozycji. Całość, nie licząc łańcuszka, ma wymiary całkiem spore, bo ok. 18 cm długości i 12 cm szerokości.
Gdyby nie to, że aura za oknem jest dość parszywa, to zaproponowałabym noszenie kwiatów polnych do białej, zwiewnej sukienki. I być może jakąś blond-włosą modelkę bym zaangażowała... 


...cóż, wygląda na to, że jednak będę mieć szufladę wyścieloną kolorem
i zobaczę co dalej począć z tym moim "dziełem". Niestety wykonanie trochę kuleje, więc traktuję tę pracę jako koncept i wróżę jej rozkład na czynniki pierwsze z naciskiem na recykling :-).


...takie kwiatki ;-)

środa, 12 sierpnia 2015

...wilk

...oto zwierz "podróżnik" o wielkim sercu, skaczący ponad granicami.
Taki właśnie podwójny wisiorek miałam przyjemność wykonać dla przecudnej istoty, kryjącej się pod szyldem Wilk Made Me. Choć zwie się wilkiem, myślę,
że jednak niezły z niej kot wędrowny, łażący po dachu świata. Polecam zajrzeć na blog Agnieszki - ten o biżuterii i ten o odkrywaniu miejsc i ludzi :)



...mam nadzieję, że zestaw będzie się dobrze nosił :-)


...srebrnemu wilkowi towarzyszy leśne runo zaklęte w agat mszysty i krople porannej rosy, zamknięte w błękitnawym chalcedonie. 




...historia zaczęła się niewinnie, kiedy to zauroczyły mnie sutaszowe kolczyki z labradorytami na "wilkowym" blogu. Od słowa do słowa, doszło do ustaleń "wymiankowych" i postanowiłam wykonać coś specjalnego w zamian za te wiszące cuda. O tym jak powstawał wisior, będzie za chwilę. Najpierw chciałabym pochwalić się jakie to skarby przyszły do mnie od Agnieszki. Nie jedna, a dwie pary! ...i kamień piękny do oprawy :-) Nie wiem czym ja sobie zasłużyłam na takie hojne obdarowanie :-)


...wracając do wilka - tym razem pracowaliśmy nad dziełem we trójkę. Leeloo objęła stanowisko odpowiedzialne za nadzór robót. Jaskier, jak na Prezesa przystało, przejął funkcje kierownicze. Przy czym głównie drzemał. 



...dnia następnego pogryzł mój szkicownik. Nie wiem czy było to spowodowane tym, że przespał podjęcie kluczowych decyzji i musiał wyrazić swoje niezadowolenie, czy też jego organizm domagał się celulozy (?).
Być może muszę po prostu zasiać w doniczce trawę dla kotów.


...zastanawiałam się ostatnio nad podstawowymi zasadami BHP w pracowni. Kiedy w mojej głowie pojawiła się wizja kota w masce przeciwpyłowej i okularach ochronnych, uznałam, że dość już na dziś i trzeba się wyspać.


...pracę nad wilkiem zaczęłam od przeskalowania wstępnego szkicu i wykonania krawędzi ze specjalnie przewalcowanego drutu o kwadratowym przekroju. Przygotowany kontur przylutowałam do srebrnej blaszki, by następnie wyciąć docelowy kształt.
...i tu dowiedziałam się, że piłowanie metalu to nie jest zadanie dla kobiet. Jaskier manifestuje swoją męską naturę, wycinając blachę zębami.
Bo ja źle to robię.


...ocena chłodnym okiem ...dreszcz gwarantowany.


...element zatwierdzony - robimy więc oprawkę na agat.
Cargę przylutowałam do podstawy wykonanej z kwadratowego drutu, powtarzającej kształt kamienia. Wszystko wykwasiłam, wykąpałam w płynie do mycia naczyń, by następnie całość zaoksydować i przepolerować.


...oprawianie idzie mi coraz lepiej, mimo braku specjalistycznych narzędzi.
Dłutem do drewna też się da. Ale kiedyś kupię sobie profesjonalny zestaw do zakuwania kamieni ;-)


...zarówno wilka, jak i łezkę agatu mszystego zwiesiłam na długich, czernionych łańcuszkach. Dodatkowe ogniwka umożliwiają 3 poziomową regulację długości.


...jeszcze kilka zdjęć...




...i mam nadzieję, że wkrótce znowu coś tutaj wrzucę, 
ale prace idą opornie :-) 
...wyobraźcie sobie używanie palnika w te upały :-)