sobota, 28 marca 2015

...wiśniowe love

...dostałam takiego kataru, że aż mi zatkało kanały przepływu myśli 
i nie wiem od czego tu zacząć. Może o tego, że Royal-Stone znowu kusi inspiracjami do nowego kalendarza. Tym razem dużo cukru, aż do bólu :-)
Słodkości to raczej nie moja bajka (zdecydowanie wolę kapustę kiszoną), 
ale może znajdę sposób na biżuterię deserową w wytrawnym wydaniu ;-) 


...tym razem wyszedł mi naszyjnik troszkę nie w moim stylu :)
Jest nieco skromny w porównaniu do poprzednich projektów, jednak daleki 
od minimalizmu, który lubię i cenię. 
...Każdy srebrny element powycinałam i wystukałam własnoręcznie młotkiem, pokonując kolejne góry i doliny w tej całej opowieści z kotem w tle. 
à propos kota, praca z nim wygląda tak:

 

...wybiera kamienie i w ogóle wszystko robi za mnie. Ja to się tylko obijam 
i piję kawę. To kot tu najciężej pracuje, a jakże!


...świadomość braku czasu ukróciła fantazjowanie na etapie szkiców, 
kto wie, w co by ewoluowała druga koncepcja :)


...ostatecznie wybrałam opcję ze srebrnymi kulkami, które powycinałam później w serduszka. W charakterze listków występuje, notabene, kwarc wiśniowy :-) Jest to całkiem sympatyczny kamyczek, choć róż w takim odcieniu zwykle mnie odstrasza :-)


...wzór i materiały wybrane, realizację czas zacząć.
...za tą prostą formą naszyjnika kryją się dokładne obliczenia matematyczne
(na poziomie bodajże 5. klasy podstawówki). Całkiem szybko wyliczyłam sobie,
jakie koło muszę wyciąć, aby uzyskać kulę o średnicy ok. 20mm. :-)
...W projekcie przewidziałam także srebrną rurkę. Z kawałka blachy wycięłam prostokąt o odpowiednich proporcjach i wyklepałam za pomocą młotka oraz rdzenia z wykrojnika do kółek. Średnicę wewnętrzną uzyskałam idealną, równą średnicy rzemienia - czyli 5 mm. Bardzo szybko okazało się, że przedobrzyłam
z precyzją. Nie byłam w stanie włożyć rzemyka do tej nieszczęsnej rurki.
Nie pozwoliła na to siła tarcia spowodowana idealnym dopasowaniem obu elementów...


...to nie jedyny problem rurkowy, z jakim musiałam się zmierzyć. 
Pytanie: Jak wygiąć rurkę w zgrabny łuczek, nie deformując jej? Ktoś wie? 
Mąż mój "dobra rada", rzekł w te słowa: "Od tego są takie specjalne maszyny, które z jednakowym i równomiernym naciskiem wyginają taką rurkę nadzianą na pręt. I gotowe". Ok. A jak zrobić to w domu mając do dyspozycji młotek i trochę normalnych, powszechnie dostępnych narzędzi? Zastosowałam "metodę na babę", polegającą na napakowaniu maksymalnej ilości grubych sznurków do wyżarzonej rurki  i delikatnym wyklepaniu jej plastikowym młotkiem na półkolistym podłożu. Wyszło krzywo, trudno...
...A kot siedzi niewzruszony i "paczy".


...kolejny etap to kształtowanie sfer, które zostaną połączone w kulki.
Po doświadczeniach z Panem Żukiem, wiem już, że najpierw tworzy się półkulę,
a potem wycina w niej wzorek. Jest to zdecydowanie trudniejsze niż cięcie
w płaskiej blaszce, ale wzór się nie deformuje podczas uderzania młotkiem.


...nadal mnie bolą ręce od wycinania takiej ilości serduszek. Żeby one jeszcze były takie same, albo chociaż podobne. Ale nie. Każde jest bardziej krzywe od poprzedniego. Zmartwił mnie trochę ten brak progresu.


...a tu już kuleczki po zlutowaniu. W tej fazie problemów nie było :)


...i ostatnia przymiarka przed polerowaniem (żmudnym, jak się ma do dyspozycji tylko miniszlifierkę z mini końcówkami) i jedziemy na wysoki połysk.
Do kompozycji dodałam jeszcze kulki czerwonego agatu i koral.
...kwarce oprawiłam w "podkówki" - niepełne oprawki. Kamienie są dla pewności dyskretnie podklejone (tak, wiem, zbrodnia, gdzieś na świecie kot jubilera dostał rozwolnienia). Rzemień ostatecznie wcisnęłam do rurki, wypowiadając 'magiczne' słowa, które czasem sprawiają, że rzeczy martwe stają się posłuszne.


...a poniżej 'zoom' na wisienki. Znów bawiłam się w owijanie drutu drutem. Przekonałam się finalnie, że to nie dla mnie, ponieważ przysnęło mi się 
w trackie. Dwukrotnie. Na zdjęciu słabo widać, ale na tym dłuższym ogonku 
są ciemniejsze miejsca, gdzie drucik się nieco rozszczelnił :)