sobota, 17 października 2015

...kwiaty polne

...wszystko jest nie tak.
Ciepłe dni gasną nagle przez pierwszy śnieg z początkiem października (!?),
w pobliskim sklepie sprzedają wielkanocne zające (!?!?), a ja dopiero dziś publikuję pracę z wakacyjnego konkursu, która miała spocząć na dnie szuflady
i popaść w zapomnienie jako twórczy niewypał. Spodziewałam się, że spotka mnie sroga kara za zmarnowanie tak cudnie kolorowego filcu i będę musiała zbierać z podłogi rozsypane przez koty koraliki, ćwicząc refleks w konkurencji przeciw uzbrojonym w pazury łapkom. A tu wyszło całkiem inaczej... Ku mojemu ogromnemu zdumieniu, praca została wyróżniona przez Royal Stone (:-D), choć nie jestem w stanie sobie przypomnieć, co mi wtedy spadło na głowę, że wysłałam maila ze swoim zgłoszeniem konkursowym :-).


...ponieważ nadal nie posiadam supermocy rozciągającej dobę - widać gołym okiem, w którym momencie brakowało mi już czasu i zaczęłam spieszyć się, by zdążyć w terminie :-D 


...od początku wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że powinnam dać sobie spokój i zająć się czymś bardziej pożytecznym, np. oburęcznym głaskaniem kotów. Zwłaszcza, że nie za bardzo potrafię wyszywać. To mój pierwszy raz ;-)


...więc piszę ku przestrodze...
Jeśli twój kot wymemła ci napoczętą pracę trzykrotnie - wiedz, że coś się dzieje. Najlepiej zaniechaj działań nim będzie za późno. 
Dnia pierwszego znalazłam czerwone płatki na podłodze i nie była to ścieżka prowadząca do nakrytego stołu ze świecami. Makowe skrawki zostały pogryzione. Rozstaw dziurek wskazywał na uzębienie Leeloo. Filc do kosza. 
Dnia drugiego obudziłam się z kwiatami we włosach. Nie, nadal nie było romantycznie. Aromat malwy wskazywał na styczność z językiem Jaskra, któremu różą z pyszczka nie pachnie. Wszystko do kosza.
Dnia trzeciego usuwałam pęsetą wbite w filc kocie kłaczki, nie do końca wpisujące się w moją koncepcję bukietu naszkicowanego białą nitką.


Dnia czwartego miałam spokój, ponieważ przeszłam do prac z palnikiem i kocia widownia siedziała w bezpiecznej odległości w obawie przed przypaleniem wibrysów ;-)



...eh. A teraz słów kilka o samym naszyjniku.
Upewniłam się, że nadal nie lubię alpaki :).
Mimo to, udało mi się stworzyć w miarę równe pudełko z przylutowanymi "guziczkami" do zamocowania filcowej kompozycji. Całość, nie licząc łańcuszka, ma wymiary całkiem spore, bo ok. 18 cm długości i 12 cm szerokości.
Gdyby nie to, że aura za oknem jest dość parszywa, to zaproponowałabym noszenie kwiatów polnych do białej, zwiewnej sukienki. I być może jakąś blond-włosą modelkę bym zaangażowała... 


...cóż, wygląda na to, że jednak będę mieć szufladę wyścieloną kolorem
i zobaczę co dalej począć z tym moim "dziełem". Niestety wykonanie trochę kuleje, więc traktuję tę pracę jako koncept i wróżę jej rozkład na czynniki pierwsze z naciskiem na recykling :-).


...takie kwiatki ;-)