wtorek, 3 listopada 2015

...ukryty

...moja trzecia w życiu wymianka! Do tej niezwykle motywującej zabawy zaprosiła mnie Małgorzata Budlewska, wyjątkowo uzdolniona bestia biżuteryjna. Cuda, cuda (!) dostałam, zaraz będę się nimi chwalić! 
Z mojej strony, w roli głównej wystąpił wisior w formie sekretnika z amonitem i kwarcem dymnym. To chyba najtrudniejsza rzecz jaką do tej pory zrobiłam. Choć mam wrażenie, że nie widać po niej wcale ile godzin wyjęła mi z życia :-). 


...a takim skromnym dodatkiem do wisiora są lisie kolczyki. Maleńkie i zwinięte w rude kłębki :).


...och, a ile stresu było! 
Mąż mój powiedział, że zabroni mi brać udział w jakichkolwiek wymiankach 
(a przynajmniej tych z efektem niespodzianki, czyli bez pokazywania zdjęć pracy przed wysłaniem jej w daleki świat), bo nie może patrzeć na mój rozstrój nerwowy w czasie między nadaniem paczki a reakcją adresatki. Nie jestem wówczas w stanie skupić się na czymkolwiek. Nie jem, nie śpię i maniakalnie sprawdzam lokalizację przesyłki poprzez śledzenie online. Z każdą godziną zostaje mi coraz mniej paznokci do obgryzania... Głosy w mojej głowie szeptają - "Na pewno się nie podoba i nie wie jak mi to powiedzieć, olaboga, co ja zrobię?" :-D 


...wiele elementów sekretnika to dla mnie nowość - duża, owalna, wypukła forma, do tego oprawa amonitu, zawiasy...
Oj, zawiasy. To one - przede wszystkim - spędzają mi sen z powiek. 
Moje pierwsze! Koślawe, ale działają. Mam nadzieję, że się nie rozpadną :-D. 


...zanim przejdę do opowieści twórczo-wytwórczej, prezentuję dzieła sztuki jakie wyszły spod rąk Gosi. Naprawdę magiczne! Więcej cudów można pooglądać na jej blogu, o TU :).



Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję!

...ochłonąwszy, powracam do lisiej historii. 
Pomysł na sekretnik od początku rysował się wyraźnie w mojej głowie. Rozważałam jedynie kilka opcji wykonania wieczka / drzwiczek (nie wiem jak nazwać ten element). Niektóre jednak przerastały moje umiejętności i zasoby czasowe. Chciałam, aby było widać odrobinę wnętrza - ale tylko tyle, by zaciekawić - nie zdradzając co w sercu ukryte.


...koncepcja powolutku wyłaniała się spośród mojego biurkowego rozgardiaszu.


...przez wiele godzin wyłaniał się również pierwszy element ze srebra - tylna część wisiora :).




...stukałam i szlifowałam, aż powierzchnia srebra stała się idealnie gładka, ponieważ najmniejszy defekt wyszedłby podczas finalnego polerowania. Kiedyś dostałam nieokorowany pniak ze świeżo ściętego orzecha, aby przygotować sobie wklęsłe formy do kształtowania blachy. Zdołałam wydrążyć zaledwie jedno porządne wgłębienie, zanim drewno przeschło i stało się zbyt twarde by sprawnie w nim rzeźbić. Ale jak to mawiają - dla chcącego nic trudnego - no tylko ten czas ...czas ...czas.


...a gdy już powstała jama, wtem pojawił się lis. I był przez moment rudy ;-)


...Dla ciekawych co u kotów - Jaskier rośnie, ma już pół roku i jest wyraźnie większy od Leeloo, która mimo to, nadal budzi w nim respekt.


...jeszcze mieści się na biurku  ...na którym dużo się dzieje :).


...nadszedł czas, aby zabrać się za amonit. Pierwszy raz oprawiałam takiego stwora. Przypuszczam, że byłoby mi dużo wygodniej, gdyby carga nie tkwiła we wklęsłej formie. Ja zawsze sobie utrudnię pracę. A potem marudzę, że krzywo.
Mam jeszcze jeden okaz i muszę spróbować, czy dobrze kombinuję z tym zakuwaniem. Oczywiście w jakichś normalnych warunkach, a nie pośród lisów
i drutów. Bo amonity to przecież takie obrócone kaboszony :-)


...wisior jest duży. Bardzo. Zapomniałam zmierzyć, ale wymiary sekretnika to ok. 6x4cm. Bo... nigdy mi nie wychodziły rzeczy małe. Zawsze działałam z rozmachem, niezamierzonym. Mam już tak od dziecka. W podstawówce na plastyce - jak kazali malować na kartce z bloku A4, to się nigdy nie mieściłam 
i musiałam przychodzić na lekcje z bristolem o formacie B2 (co najmniej). 
Jak piekłam ostatnio muffinki, to wyszło pięćdziesiąt zamiast dwunastu. 
Jak wkładam serce w pracę, to razem z uszami, firanką i kotem.



...sekretnik zawiesiłam na długim łańcuszku ze stali chirurgicznej o dużych ogniwkach, umożliwiających umieszczenie zapięcia w dowolnym miejscu 
- w zależności od potrzeby, nastroju i zasięgu zimowego swetra :-). 


...oby nosił się dobrze :-)


...wymianki to jednak idealnie rozwiązanie dla mnie - nie tworzę do szuflady, 
a w zamian dostaję skarby, które do tej pory podziwiałam tylko na ekranie :) 
...a już powoli szykuję się na sezon świąteczny :)


 ...pssst ...Małgorzata powierzyła mi ceramiczne kaboszony od Sztuk Kilka :-D.
Obiecuję je godnie oprawić!


...oh, ale emocje :-D

9 komentarzy:

  1. Rozwalił mnie ten sekretnik! :) Poważnie - lis i amonit... to chyba połączenie idealne. Taki rozmach to rozumiem ;)
    Jaskier to już takie duże kocisko! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wygląda cudnie. nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić, ile to pracy wymagało... niech się wszyscy jubilerzy schowają. a Twój ma rację, jak się tak będziesz stresować, to trzeba będzie zakaz wymianek wprowadzić, bo szkoda, żebyś na zawał gdzieś zeszła. tym bardziej, że nie jestem sobie w stanie wyobrazić kogoś niezadowolonego z tych cudów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) ...spoko, co najwyżej osiwieję przedwcześnie :-) ...ale muszę przyznać że ta wymiankowa adrenalinka jest uzależniająca :-D

      Usuń
  3. Prześwietny! Nie mogę się napatrzeć i zazdrość mnie zżera ;) i ten lisek w środku <3 cudo :)
    Też mnie kusi, żeby coś z zawiasami zrobić (albo w ogóle coś nowego, bo ostatnio wciąż ptaki i ptaki ;)), tylko czasu ciągle brak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...nie znam osoby, która by nie narzekała na brak czasu :-) ...a Twoje ptaszęta są boskie :-) ...same zawiasy nie są takie skomplikowane do wykonania jakby się mogło wydawać, trzeba tylko uważać, żeby nie zalutować drutu w rurkach :-D

      Usuń
  4. ZAZDROSZCZĘ!!!! z całego serca nowej właścicielce, choć to podobno złe uczucie, ale powstrzymać się nie mogę, zresztą Tobie również zazdroszczę pomysłowości i wykonania....ale założę się, że połowę roboty to te koty robią, moje w ogóle nie chcą mi pomagać w tej materii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...ja też Ci wiele zazdroszczę :-D
      ...a koty? tak, prawda - gdyby nie one, to ja nie wiem co by to było. Zatwierdzanie projektu poprzez położenie się na nim, obróbka skrawaniem, fakturowanie zębami i przede wszystkim PR - to ich działka ;-)

      Usuń
  5. Aaależ piękny... Monika, arcydzieło :)

    OdpowiedzUsuń