czwartek, 20 października 2016

...moja ptaszyna zwana Ptakorem ;-)

  ...podobno najtrudniej jest zacząć :-).
     O ptasim szkieleciku w postaci naszyjnika myślałam od chwili gdy pierwszy raz zlutowalam ze sobą dwie mosiężne blaszki, trzymając niepewnie palnik w strachu przed spaleniem świata. 
     W tym miejscu najchętniej poużalałabym się przez dwa akapity nad tym, jak bardzo mi swego czasu nie wyszło, ale mąż siedzi obok i mówi, że jak jeszcze raz gdzieś wspomnę o tym, że kiedyś miałam nieudane podejście do tematu ptaka, to mi nakopie i każe napisać 1000 razy, że ptaka zrobiłam i mam się z tego cieszyć do jasnej cholewki :-). Także niniejszym - cieszę się :-D.


...a cała ta afera oczywiście przez Royal-Stone. Przez nich staję na głowie! :-D. Zostałam zaproszona do szczególnego etapu konkursu na okładkę kalendarza, więc motywacja do pracy wystrzeliła na poziom kosmiczny :-). Nie było tematu przewodniego dla projektowanej biżuterii, natomiast każdy miał zaprezentować jak najlepiej swoją twórczą osobowość - tu niektórzy mogą poczuć pewien niepokój, ale spieszę zapewnić, że ptasie truchełko nie wyraża mojego stanu emocjonalnego - jest raczej poszukiwaniem alternatywnego piękna, tam gdzie niekoniecznie można byłoby się go spodziewać :-). W każdym razie - dla mnie wybór projektu był oczywisty - musiało być to największe wyzwanie, jakiemu mogłabym stawić czoła.




...aż trudno mi uwierzyć, że się udało :-). Aby zdążyć z pracą w terminie, musiałam poświecić jakąś część mojego codziennego życia - przez trzy tygodnie zapomniałam więc o sprzątaniu mieszkania i obecnie żyję w kłakolandii, gdzie koty udają wiatr wśród jesiennych liści.


...kontynuacja pracy byłaby niemożliwa bez porządnego szkicu. Obejrzałam kilkadziesiąt szkielecików, aby poznać jak najlepiej ptasią anatomię :-).


...większość elementów wykonałam z wywalcowanej przeze mnie srebrnej blachy i drutu, które następnie wyginałam w kształt kolejnych kości i kosteczek.


...za piórka dziękuję ślicznie chłopakom z drukarni Copymark i ich papużkom falistym (które odwiedzam często, odbierając rysunki z pracy). Od razu chciałabym zaznaczyć, że żadne zwierzę nie ucierpiało :-D. No może trochę mój Jaskier, bo liczył na piórka z papużką, ale musiał obejść się smakiem ;-).



...tutaj zdradzę mały sekret ptasiej konstrukcji - szkielet składa się z trzech części, które są zszyte ze sobą drutem z czystego srebra. Dzięki temu uniknęłam kłopotliwego lutowania i każdą z nich mogłam spokojnie wykańczać, bez strachu, że jak z jednej strony coś mi wyjdzie, to z drugiej strony coś odpadnie ;-).



...poniżej - jedna z przyjemniejszych przymiarek, widać już zarys całości :-).


...najgorsze było siedzenie po nocach w obawie, że zasnę, a moja głowa wyląduje nosem w lutówce. Pracowałam wytrwale, ponieważ sesja zdjęciowa była już umówiona, a czas się kurczył :-). Rurki do mocowania piórek zdawały się nie kończyć, a gdyby coś poszło nie tak... wolę nie myśleć, prawie przypaliłam wtedy jedno żebro. Opary kleju dobiły mnie ostatecznie, ale przynajmniej padłam i nie dotykałam skończonej pracy nim klej zdążył związać i przytwierdzić piórka do metalu po wsze czasy.


...ptasi naszyjnik zostaje ze mną :-). 
Na koniec pozwolę sobie zacytować fragment dość długiego opisu, który dołączyłam do zgłoszenia pracy konkursowej:
"...Teraz będzie wisiał nad moim biurkiem w pracowni i przypominał: 'Tak, umiesz już robić biżuterię'. a ja będę mu cicho odpowiadać: 'Muszę się nauczyć robić ją lepiej :-)'. Towłaśnie cała ja - perfekcjonistka, która ciągle podnosi sobie poprzeczkę o dwa centymetry wyżej niż jest w stanie dofrunąć ;-)." 


...bardzo chciałabym podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie przy tym projekcie :-)
- mojemu mężowi, za to, że wytrzymał ze mną przez cały proces powstawania ptasiego naszyjnika,
- Paulince, która jest najlepszą modelką ever! 
- Agnieszce, której zakłóciłam sobotni relaks, wpadając po obiektyw pół godziny przed sesją :-P,
- znajomym, którzy dzielnie mi kibicowali, choć nie mogli zobaczyć nawet kawałka ptaszyny, nim ukończyłam cały projekt ;-),
- Joannie, za test klejów dla Royal Stone, który przestudiowałam od deski do deski i dzięki temu wybrałam najskuteczniejszy :-).
- i oczywiście ekipie z R-S, w tym Panu Klaudiuszowi, który rozczulił mnie komentarzem przy potwierdzeniu przyjęcia pracy do konkursu :-),
Dziekuję!



...a teraz ...idę się wyspać!
:-)