sobota, 1 lipca 2017

...kierunek - Wschód

...hmm. Rosja. Taki temat właśnie urzekł mnie w tegorocznej edycji biżuteryjnego konkursu "kalendarzowego" Royal-Stone. Na tyle, bym doprowadziła się do stanu skrajnego wyczerpania, kiedy to organizm reaguje na otoczenie jedynie nerwowym chichotem. 
W ostatni weekend przed upływem terminu nadsyłania zgłoszeń do tego etapu - jedzenie i napoje były mi donoszone, koty rozpaczały od niegłaskania, a mąż mój szukał już miejsca na postawienie kroplówki w otaczającym mnie chaosie. 

Tak, tym razem zdążyłam ukończyć pracę na konkurs :-).

...a zaczęło się od tego, że teraz, w te upały, gdy patrzę w błękitne niebo rozświetlone ostrym słońcem - wracają do mnie kadry z moich wakacyjnych podróży na Ukrainę (w Rosji nigdy nie byłam), gdzie ponad koronami drzew rozbłyskały złote kopuły prawosławnych świątyń. Bardzo ładne to obrazki i miło wspominam wakacje na Podolu oraz dni spędzone w Karpatach nad Prutem.


...wracając jednak do biżuteryjnych klimatów rosyjskich - moim punktem zaczepienia został moskiewski Sobór Wasyla Błogosławionego, jako najbardziej rozpoznawalny symbol rosyjskiej architektury sakralnej. A że mam skrzywienie zawodowe w dziedzinie budowli różnych, to wybór motywu zdał się być oczywisty. Postawiłam jednak na dość przewrotną formę interpretacji tematu i wierzę, że sam błogosławiony Wasyl nie ma mi tego za złe :-). 

...tak więc oto on - owoc moich zmagań przez kilkadziesiąt godzin (co najmniej 48, nie licząc projektowania i polerowania) - komplet składający się z dwóch bransoletek, inspirowanych ...cerkiewnymi kopułami właśnie.


...zrezygnowałam całkowicie z koloru i zadbałam o totalny minimalizm w pierwszej bransoletce - tak dla kontrastu do bogatej ornamentyki tej drugiej. 
"Punkowy" pazur musi być.

...na początku przygotowałam zgoła inny projekt. 


Zaskakujące dokąd wiodą nas ścieżki procesu twórczego. Miała być cerkiew w odbiciu lasów borealnych, objęta wstęgą czarnej tęczy z Kańska, utkaną z matowionych onyksów. I wilk. I księżyc ze srebrzystego obsydianu. I za sto lat bym tego nie skończyła.

...choć zaczęłam. W ruch poszła "anka", czyli magiczny sześcian z wklęsłymi gniazdami do wyklepywania sferycznych kształtów z płaskiej blachy :-).


...i stukałam tym młotkiem i puncynami, stukałam... aż nagle moje miniaturowe kopułki ustawiły się w szeregu i doznałam olśnienia...


...nowy pomysł przetestowałam na własnym nadgarstku - z profesjonalizmem godnym Adama Słodowego i kawałkiem taśmy klejącej.


...tak rozpoczęła się produkcja hurtowa form półkolistych.



...bardzo spodobały mi się gładkie elementy o cebulowatym kształcie. Jednak uznałam, że wypadałoby odnieść się nieco precyzyjniej do zadanego tematu i zadecydowałam, że zrobię komplet bransoletek - jedną ozdobioną na wzór baśniowej cerkwi z rosyjskiej stolicy, a drugą pozostawioną w wersji "surowej".



...i postanowiłam, że już nigdy więcej nie będę ozdabiać okrągłej powierzchni kuleczkami. Karą za to, że wpadłam w ogóle na taki pomysł było to, że mój perfekcjonizm nie pozwolił mi przestać i porzucić rozpoczętej pracy - i wtaczałam te niesforne, paskudne, wredne, złośliwe zołzy na właściwe im miejsce przez dobre kilka godzin. Skończyłam. Wprawdzie z żądzą mordu, ale skończyłam :-).


...i odetchnęłam z ulgą wsadzając gotowe bransoletki do polerki, w środku nocy z niedzieli na poniedziałek. Po wypolerowaniu zrobiłam zdjęcia - już było mi absolutnie wszystko jedno jak te zdjęcia wyjdą, byleby wysłać zgłoszenie i zdążyć się wyspać przed pracą. O, jak zaklęłam gdy obejrzałam fotki zgrane na komputer. Zorientowałam się, że w gładkiej bransoletce dałam kopułki w złej kolejności. Brawo! mój nieprzytomny umysł. A tu wszystko już zalutowane! Trzeba było rozebrać, zlutować na nowo, wykwasić, wypolerować. Także poranek miałam ciężki. Ale koniec końców - elementy bransoletki trafiły na przypisane im miejsca w szeregu.



...nie miałam szansy przygotować na szybko żadnej sesji zdjęciowej, by pokazać proporcje bransoletek na żywej istocie - więc pokazuję je na istocie półżywej, czyli mnie. Fryzura prosto z warsztatu, góra ucięta z powodu podkrążonych oczu, a ręce połatane "plasterkiem" w fotoszopie same układają się w "kotecka". 


Dziś na tyle, bo pędzę do kolejnych żywiołowych zajęć ;-).
до свидания!
:-)